22.04.2019

Prezesi Ślepska Suwałki: Spełnimy warunki, zagramy w PlusLidze [zdjęcia]

Ślepsk Suwałki, świeżo upieczony mistrz I ligi już wyłożył 200 tys. zł na poczet zakupu akcji Polskiej Ligi Siatkówki, spółki zarządzającej rozgrywkami ekstraklasy. Teraz sam musi powołać spółkę akcyjną, która obejmie udziały w PLS SA.

- Zakup akcji już zadeklarowali Józef Wiszniewski z firmy Ślepsk i prezydent Suwałk w imieniu Miasta – mówi Wojciech Winnik, prezes suwalskiego klubu. – Będą też inni akcjonariusze, wyłoniona zostanie rada nadzorcza i to ona powoła nowy zarząd z prezesem na czele. Może uzna, że potrzeba bardziej doświadczonego menedżera od mnie.

Asekuracja jest całkowicie zbędna, bo nikt sobie nie wyobraża kogoś innego na tym stanowisku.

- Chylę czoła przed Wojtkiem Winnikiem, podziwiam go za to, co zrobił w ciągu tych ostatnich trzech lat i chwalę za decyzję o zakończeniu kariery sportowej właśnie w tym momencie – mówi Michał Wiszniewski z firmy Ślepsk, który 15 lat temu tworzył zakładowy wówczas klub sportowy i był jego szefem aż przez 12 lat.  – Jeżeli Winnik zdołał doprowadzić klub do mistrzostwa I ligi łącząc funkcję prezesa z rolą zawodnika, to ile będzie mógł dokonać, kiedy będzie już wyłącznie prezesem?

Wojciech Winnik, rocznik 1984, wychowanek Suwalskiego Uczniowskiego Klubu Sportowego Siatkówki, po grze w plusligowych AZS-ie Olsztyn czy Treflu Gdańsk wrócił do rodzinnego miasta za namową Michała Wiszniewskiego jak 28-letni zawodnik, potencjalny lider drużyny. Został nim nie tylko na boisku. Kiedy Michał Wiszniewski uznał, że pora usunąć się trochę w cień, zająć się firmą, zasiadający już w zarządzie klubu siatkarz dał się namówić na rolę grającego prezesa. Był to ewenement nie tylko w skali kraju. Trwał do ostatniego meczu finału I ligi. Prezes i atakujący Ślepska był w nim najskuteczniejszym zawodnikiem, zdobył 21 punktów. Kiedy z synkiem na rękach ogłaszał zakończenie 25-letniej przygody ze sportem, emocje wśród kibiców był tak samo gorące, jak naście minut wcześniej, kiedy atakami lewą ręką przesądzał o losach spotkania.

- Na PlusLigę już jestem za słaby – śmieje się 35-latek. – Prawie rok leczyłem kontuzjowane kolano, „jechałem” na środkach przeciwbólowych. W pierwszej części sezonu na boisku doskonale wyręczał mnie Patryk Szwaradzki, w drugiej doszedłem już do zdrowia i jako takiej formy.  

Marzenia są po to, żeby je spełniać

Można śmiało napisać, że jako taka, to była gra zespołu w całej rundzie zasadniczej, zakończonej na 4. miejscu. Jedno-dwa zwycięstwa i porażka, trzy zwycięstwa i porażka, drużyna nie mogła złapać stabilizacji. Prowadził ja młody trener Mateusz Mielnik, który kiedyś był w Ślepsku asystentem, a samodzielnie prowadził drugoligową ekipę w Ostrołęce.

- W małym pokoiku przedszkola „Zielony Zakątek” razem z Mateuszem budowaliśmy drużynę na nowy sezon – opowiada Wojciech Winnik. – Sięgnęliśmy po ludzi, którzy mieli coś do udowodnienia lub za wszelką cenę chcieli wypłynąć na szersze wody. Sprowadziliśmy ogranego w PlusLidze, ale pauzującego pół roku po badaniach antydopingowych Jakuba Rohnkę, Patryk Szwaradzki i Cezary Macyra przyszli z II ligi. I tak można by wymieniać. To był misterny plan, który wypalił.

Mało kto wierzył w powodzenie tego planu tym bardziej, że większość porażek zbiegała się z transmisjami telewizyjnymi. Na halę OSiR przychodziło po najwyżej 200, a nie prawie 900 kibiców, którzy w nadkomplecie oglądali ostatni mecz finału.

- Liga w tym roku była niezwykle silna i przewidywałem, że zajmiemy najwyżej 4. miejsce – przyznaje Michał Wiszniewski. – W fazie play-off wypaliło jednak wszystko, co może w siatkówce wypalić. Przyszła najwyższa forma sportowa i psychiczna, pracowały głowy, panowała świetna atmosfera, dopisywało szczęście.

- Niewielu na nas stawiało, ale suwalska lokomotywa rozpędziła się w najlepsze – cieszy się Wojciech Winnik. – W ćwierćfinale daliśmy radę BBTS-owi Bielsko-Biała, który dwukrotnie pokonał nas w fazie zasadniczej, potem wyeliminowaliśmy Lechię Tomaszów, zdecydowanego lidera i w finale nie daliśmy szans Stali Nysa (zdjęcia z ostatniego meczu w fotogalerii), przeciwnikowi który „leżał” nam w całym sezonie. Ziściły się moje marzenia o 1. miejscu.

Marzenia były kuszące tym bardziej, że jeszcze jesienią z rozgrywek PlusLigi wycofała się Stocznia Szczecin i mistrz I ligi, po spełnieniu warunków, awansuje do elity bez konieczności rozgrywania baraży z ostatnią ekipą profesjonalnej PlusLigi.         

Kuć żelazo, póki gorące

Miejski Klub Sportowy Ślepsk Suwałki już kilka tygodni temu złożył wniosek  o przyjęcie do PlusLigi i w przeddzień decydującego meczu ze Stalą rozpoczął się proces weryfikacji. Budowaną przy Zarzeczu halę na 2150 miejsc wizytował   Piotr Sieńko, członek władz Polskiej Ligi Siatkówki i nie krył zadowolenia tym, co zobaczył. Obiekt ma być ukończony w sierpniu, ale zapewne zostanie oddany do użytku później – w październiku, najdalej listopadzie. Rozgrywki PlusLigi ruszają w trzeciej dekadzie października, jako rezerwowy wpisany został obiekt w Olecku.

- W środę weryfikowaliśmy 9 punktów rozpisanych na 20 stron – opowiada Wojciech Winnik. – Brak spełniającej wymogi hali (minimum 12,50 metra wysokości i trybuny  z 1.500 miejscami siedzącymi) był dotąd największą i najdroższą przeszkodą w tym, by Ślepsk mógł myśleć o PlusLidze. Teraz pora zgromadzić  odpowiedni budżet.

- Przedtem był zapis, że musi on wynosić co najmniej 2,5 miliona złotych – mówi Wojciech Winnik. – Teraz zamiast kwoty mowa jest o tym, że musi on zapewniać  atrakcyjność i  wysoki poziom sportowy. Najsłabsze zespoły PlusLigi tego sezonu dysponowały budżetami wynoszącymi 3-3,5 mln zł. Musimy zapewnić sobie podobne środki.

Już w najbliższą środę firma Deloitte rozpocznie audyt suwalskiego klubu, a jego prezes – negocjacje ze sponsorami. Dotychczasowi będą musieli wyłożyć większe kwoty, no i poszukiwani są nowi.

Drugi sponsor w nazwie

- Przeprowadziliśmy naradę rodzinną i Ślepsk jeszcze mocniej zaangażuje się we wspieranie klubu – mówi Michał Wiszniewski. – Jest deklaracja miasta i potrzebujemy jeszcze 3-4 poważnych sponsorów, w tym dużego, który także znajdzie się w nazwie klubu. Może to być firma z regionu lub ogólnopolska.       

- Dzisiaj nie ma czasu na jeżdżenie po kraju, mamy nadzieję szybko pozyskać dużego miejscowego sponsora – uważa Wojciech Winnik. – Zgodnie z naszym hasłem „Razem możemy więcej” zwiększyliśmy też liczbę mniejszych sponsorów z 20 do prawie 60. Po awansie, powinni dojść kolejni.

Dwa i pół raza więcej

W kończącym się sezonie Ślepsk dysponował rekordowym budżetem, który wyniósł 1,4 miliona zł. Żeby rozegrać pierwszy rok  w PlusLidze potrzeba 2,5 raza więcej. Sponsorów powinien przyciągnąć fakt, że mecze z udziałem siatkarskich gwiazd, wśród nich polskich mistrzów świata transmituje stacja Polsat Sport, która sama nie szczędzi środków.

- Zespoły z dołu tabeli dostają ok. 500 tys. zł za sezon, a mistrz Polski otrzymał 1,2 mln zł – opowiada Wojciech Winnik. – To już są poważne pieniądze. 

Kto spróbuje PlusLigi?

- Zaraz po świętach spotkam się z Mateuszem Mielnikiem i poproszę go o przedstawienie koncepcji składu sztabu szkoleniowego i drużyny – mówi prezes Winnik. – Musimy szybko działać, bo zespoły z elity już kończą kompletowanie kadr.

Polskie kluby to światowa i europejska czołówka. Żeby podjąć z nimi rywalizację, Ślepsk musi się wzmocnić.

- Nie ja podejmuję decyzje, ale uważam, że trzeba ochłonąć po sukcesie i za kilka dni odpowiedzieć na pytanie, czy Mateusz Mielnik, który wbrew wątpiącym doskonale poradził sobie w I lidze, da radę także o szczebel wyżej – dywaguje Michał Wiszniewski.  – Naszą siłą był zespół i nie należy pozwolić, by się rozpadł. Siatkarze, którzy wygrali I ligę zasłużyli, żeby spróbować PlusLigi i jestem za tym, żeby większość z nich została. Trzy-cztery wzmocnienia powinny wystarczyć, żebyśmy bez wstydu walczyli w elicie.

Wojciech Drażba

Fot. Miłosz Kozakiewicz

udostępnij na fabebook
Skomentuj:
nick*
komentarz*
 
 
13.09.2019

Dam pracę

13.09.2019

remont domu

Dodaj nowe ogoszenie