Pod koniec wojny, gdy Armia Czerwona wkroczyła na ziemie Polski północno- wschodniej, Jan Sadowski wstąpił do Milicji Obywatelskiej w Szypliszkach, zapewne na polecenie organizacji konspiracyjnej. Kilka tygodni później opuścił posterunek. W 1946 r. należał do oddziału Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, którym dowodził Romuald Zabłocki „Błotnik”. Przez pewien czas był zastępcą Józefa Milusia „Wróbla” - dowódcy patrolu partyzanckiego działającego w okolicach Zaboryszek. Utrzymywał też kontakt z szefem wywiadu WiN, a następnie prezesem organizacji w Obwodzie Suwałki – Augustów, Michałem Kaszczykiem „Stałym”. Brał udział w tworzeniu siatki wywiadowczej na terenie Suwałk. W kwietniu 1947 r. skorzystał z możliwości amnestii i po ujawnieniu powrócił do pracy na gospodarstwie rolnym ojca.
W lecie 1948 r. Jan Sadowski został aresztowany za udział w bójce i skazany na pół roku pozbawienia wolności. Odsiedział wyrok, ale gdy po wyjściu na wolność zaczęły się wezwania do Komendy Powiatowej MO w Suwałkach, Sadowski postanowił się ukryć. Obawiał się ponownego aresztowania? A może proponowano mu współpracę z aparatem bezpieczeństwa? Zapewne nigdy się tego nie dowie my. Po kilkumiesięcznym unikaniu kontaktów z „ludową władzą”, Jan Sadowski spotkał się z dawnym kolegą z partyzantki, Piotrem Burdynem „Porębą”. Razem utworzyli oddział. Wydaje się, że była to typowa grupa przetrwania, ale dowódca, którym został „Blady”, bardzo konsekwentnie starał się przestrzegać wojskowych zasad i politycznych celów działalności. Odzwierciedleniem tej postawy była nazwa oddziału - Polski Związek Powstańczy. Wstępujący składali przysięgę, nosili mundury z biało czerwonymi proporczykami na klapach i czapkach. Dla większości z nich służba w PZP była kontynuacją działalności w AK lub WiN.
Oddział „Bladego” początkowo liczył 6 członków. Pod koniec grudnia 1949 r. dołączyli dwaj członkowie podziemnej organizacji litewskiej rozbitej w pow. Suwałki przez UB. Kolejne wstąpienia sprawiły, że w szczytowym okresie działalności, w lecie 1950 r. oddział liczył 24 partyzantów. W tym czasie utrzymywanie tak dużego zgrupowania ludzi mogło przyczynić się do ujawnienia nie tylko partyzantów, ale i siatki terenowej, nazbyt obciążonej koniecznością kwaterowania i wyżywienia „leśnych”. To z tych powodów „Blady” podzielił swoją grupę na trzy patrole, którym wyznaczył określone rejony działania, głównie w pow. Suwałki i Augustów, ale także w mazurskich powiatach Węgorzewo, Gołdap i Olecko, gdzie mieszkali dawni członkowie konspiracji pochodzący z Suwalszczyzny. Zazwyczaj odskok poszczególnych patroli na Mazury wiązał się ze wzmożonymi działaniami władz bezpieczeństwa w powiatach Suwałki – Augustów i koniecznością odpoczynku.
Tak było pod koniec czerwca 1950 r., gdy partyzanci zostali zaatakowani przez KBW. Dwa patrole pod dowództwem Piotra Burdyna wycofywały się w kierunku Przerośli, a następnie do kompleksów leśnych zwanych „Puszczą Goeringa”. W nocy z 30 czerwca na 1 lipca w rejonie wsi Płociczno doszło do starcia, podczas którego 4 partyzantów zginęło, 2 zmarło w wyniku odniesionych ran, 5 dostało się ręce sił komunistycznych. Na wolności pozostało tylko kilka osób, tropionych przez bezpiekę. Jeden z nich - Eugeniusz Okołów „Tadeusz”, okrążony w Nowej Wsi pow. Olecko - popełnił samobójstwo. Dwaj inni - bracia Henryk i Józef Czyżowie, przez miesiąc ukrywali się w Leszczynowie (pow. Suwałki). Wytropieni - popełnili samobójstwo. Piotr Burdyn dotarł do patrolu Jana Sadowskiego, zaś Franciszek Witkowski „Cygan” przez kilka miesięcy ukrywał się w okolicach Gołdapi.
Potyczka pod Płocicznem spowodowała częściowe rozbicie oddziału. Póki co, czynny pozostawał tylko patrol dowodzony bezpośrednio przez „Bladego”, do którego dołączył jego zastępca, a następnie inne osoby poszukiwane przez UB. W lutym 1951 r. oddział liczył już kilkunastu partyzantów, których Jan Sadowski ponownie podzielił na dwa patrole. Sam z częścią ludzi udał się w okolice Węgorzewa. Tam zostali namierzeni przez informatorów UB.

Na wiosnę 1951 r. informator „Stokrotka” donosił o pojawieniu się „leśnych” w pow. Węgorzewo. Z partyzantami zetknął się m. in. Michał Opalenko, członek ZMP z Zawad gm. Banie Mazurskie. Wraz z kolegą zastali u sąsiada dwóch osobników w mundurach W.P. z bronią krótką, którzy spali w kuchni, jeden na słomie a drugi odpoczywał siedząc obok stołu. Osobnicy ci zatrzymali tych chłopców do wieczora nie wypuszczając, a wieczorem odjechali. Oświadczyli oni, ze są partyzantami i zagrażali śmiercią jeśli komu o nich powiedzą. Jak podaje w.w to byli oni na koniach, mieli obok siebie siodła. Jest możliwe, że figuranci ci przebywają na naszym terenie, gdyż po porozumieniu się z P.U.B.P. Suwałki, twierdzą że są w posiadaniu materiałów, że banda ps. „Bladego” melinuje się na naszym terenie – czytamy w Sprawozdaniu okresowym szefa Referatu III PUBP w Węgorzewie z 30 maja 1951r. Informacje z kolejnych miesięcy, wskazujące na pobyt partyzantów w tym regionie zapewne wynikały z tzw. „nastawienia” siatki agenturalnej. PUBP w Węgorzewie za pomocą agentów planował ściągnąć oddział w zasadzkę. Nie sposób opowiedzieć o ewentualnej realizacji tego przedsięwzięcia. Trzeba jednak pamiętać, że przygotowanie takich akcji wymagało czasu. Konieczne było zlokalizowanie kwater partyzantów, ich współpracowników i tras przemarszu. W czerwcu na podstawie doniesienia inf. „Bałtyk” funkcjonariusz UB pisał, że podczas rozmowy z Koniuszewskim Wacławem, zam. Zawady (...) [„Bałtyk”] dowiedział się, że około dwóch- trzech tygodni banda „Bladego” była u Matulewicza Józefa, zamieszkałego w Małych Lisach gm. Banie Mazurskie, pochodzącego z powiatu Suwałki i podczas jego pobytu wyjęli notes czytając kilka nazwisk członków P.Z.P.R. mówiąc, że są oni zapisani u nich w czarnej książce. Koniuszewski Wacław powiedział do „Bałtyka”, że oni wszystko wiedzą i jak by się coś ruszyło to wszystkich partyjnych wywieszają. Dodał on, że Gierata zam. Małe Lisy, chcieli już powiesić, gdyż przeszedł on do Matulewicza i zastał bandę, w związku z tym zaczęli oni go wypytywać, co on jest za jeden, na co Gierat przedstawił się, że jest czł. P.Z.P.R. okazując im legitymacje partyjną, wówczas zaczęli go prowadzić do lasu i chcieli go powiesić.
Dokładniejsze informacje na temat kontaktów „Bladego” w pow. Węgorzewo pochodzą z lipca 1951 r., gdy PUBP dysponował już większą liczbą informatorów nastawionych na infiltrację tego właśnie środowiska. W sprawie bandy „Bladego” (...) to za okres sprawozdawczy, otrzymano kilka doniesień, które nam charakteryzują pobyt bandy „Bladego” u poszczególnych gospodarzy, lecz informacje otrzymane zawsze są po czasie, kiedy już bandy u danego gospodarza nie ma – czytamy w Sprawozdaniu Referatu III z 30 lipca 1951r. Dotychczas ustalono 9-ciu meliniarzy (...), którzy zostali wzięci w rozpracowanie. oraz założona na nich sprawy ewidencyjne. Założono również 4 -ry sprawy ewidencyjne na osoby podejrzane o utrzymywanie kontaktów z bandą(...).
Jak podaje źródło „Skała” w doniesieniu z dnia 20 lipca 51r. to banda „Bladego” bardzo często przychodzi do Jakowskiego zam. w gromadzie Bućwinka pow. Gołdap, który mieszka na samej granicy pow. Węgorzewskiego pod lasem. Jakowski dostarcza (...) żywność, którą kupuje w spółdzielni w Bućwince, pieniądze na kupno żywności dostaje on od bandy. Z materiałów otrzymanych wynika, że Jakowski jest w ścisłym kontakcie z bandą, przy tym należy dodać, że szwagier Jakowskiego był w bandzie „Bladego” i w roku 1950 podczas akcji został zabity na terenie powiatu Suwałki.
Również inf. „Skała” podaje, że figurant Z.J. który jest narodowości litewskiej, a otrzymał w miesiącu kwietniu 1951r. zawiadomienie, że jest on wysiedlony z powrotem na teren Litwy. Obawiając się wyjazdu (...) figurant Z. J. począł się ukrywać u figuranta K.A. przez około półtora miesiąca, następnie przez pewien okres był w bandzie „Bladego”.
W kontekście tego zagęszczenia doniesień różnie można interpretować wydarzenia, które doprowadziły do śmierci Jana Sadowskiego. W lipcu oddział „Bladego” pojawił się na kwaterze we wsi Surminy k. Bań Mazurskich. Tu doszło do kłótni dowódcy z partyzantem Mieczysławem Arasimowiczem „Żulikiem”. „Żulik” dołączył do grupy „Bladego” dopiero w styczniu 1951 r. i dlatego dowódca nie miał doń wystarczającego zaufania. Podejrzewał „Żulika” o współpracę z UB. „Blady”, znany ze swojej nieufności, dość często zarzucał podkomendnym, że chcą go zdradzić. Tym razem kłótnia przyjęła zaskakujący obrót. Na drugi dzień podczas zamieszania związanego ze zmianą kwatery, gdy Jan Sadowski odwrócił się do „Żulika” tyłem, ten wyciągnął pistolet i oddał dwa strzały prosto w głowę dowódcy.
Pozostaje pytanie - czy ten strzał w tył głowy był konsekwencją kłótni i nieusprawiedliwionych zarzutów? Czy może wykonaniem zleconego morderstwa, które dla władz bezpieczeństwa mogło się wydawać jedynym sposobem na usunięcie zdesperowanego dowódcy oddziału? Jeśli tak było, to osiągnięto tylko częściowy sukces, bo pozostali na wolności partyzanci kontynuowali działalność pod kierownictwem Piotra Burdyna.
Co się stało z „Żulikiem”? Po zastrzeleniu „Bladego” M. Arasimowicz opuścił oddział i… wyjechał. Ciało dowódcy partyzanci pochowali ok. 700 m od kolonii wsi Surminy. Znajdowało się tam aż do czasu, gdy zwłoki wykopali funkcjonariusze UB. Podobnie jak w wielu innych przypadkach, dalszy los szczątków Jana Sadowskiego „Bladego” pozostaje nieznany.