Argument, iż w cywilizowanym świecie obowiązują inne niż w Polsce standardy, a politycy zachowują się stosowniej niż rodzimi, trącą naiwnością. Wystarczy przypomnieć czeskiego ex- premiera, Mirka Topolanka, biegającego z gołym tyłkiem po willi swojego 73–letnigo kolegi Silvia Berlusconiego. Obaj zostali przyłapani przez reportera w otoczeniu młodych dziewczyn, prawdopodobnie prostytutek. Berlusconi uznawany jest za polityka o niebywale ciętym języku. Kilka miesięcy temu nazwał włoskich sędziów „nowotworem demokracji”, a kilku dziennikarzy „imbecylami”. W 2006 r., Berlusconi zasłynął podczas kampanii wyborczej stwierdzeniem, iż zwolennicy swojego konkurenta, Romano Prodiego, są „chórem fiutów”. Zachowanie Ludwika Dorna, który oznajmił, iż nie będzie dyskutował z dziennikarzem, ponieważ tamten „kłamie jak bura suka”, wydaje się przy niektórych sformułowaniach Berlusconiego, wprost dziecinne. Warto wspomnieć, pisząc o włoskim parlamencie, iż w latach 80. zasiadała w tamtejszych poselskich ławach znana gwiazda porno…Cicciolina (wybrana z listy Partii Zielonych).
Nie tylko we Włoch usłyszeć można „kwieciste określenia” – w 2005 r. w Bundestagu jeden z przemawiających polityków, nazwał przewodniczącego niemieckiego parlamentu „dupkiem”, po czym dodał „pokażę dupkom, gdzie leżą granice tolerancji”.
W Polsce najbardziej charakterystycznym (i wymagającym często dłuższego zastanowienia się nad sensem wywodu) językiem operuje Lech Wałęsa, choć zdarza się to również naukowcom, tak jak np. prof. W. Władyce, któremu kilka tygodni temu, w niszowym radiu, wyrwało się poza anteną, iż Jerzy Buzek jest niezłym „jebaką”.
Rodzime media, z TVN24 na czele, szeroko komentowały zachowanie prezydenta, Lecha Kaczyńskiego, który trzy lata temu rzekomo obraził się na dziennikarzy lewicowego niemieckiego dziennika „Die Tageszeitung”. Dziennikarz tego pisma porównał braci Kaczyńskich do kartofli, nazywając ich złodziejaszkami. Jedna z polskich gazet napisała wówczas, że ten tekst doprowadził do polsko-niemieckiego kryzysu. Warto dla porównania przypomnieć, w jaki sposób kanclerz Niemiec, Gerhard Schroeder, reagował na wycelowaną w niego satyrę i krytykę - sprawę oddawał do sądu. Na agencji DDP oraz dziennikarce Sabine Schwind wymusił za pośrednictwem sądu zakaz pisania, że farbuje włosy i sypia ze strażniczką z osobistej ochrony. Sądownie zakazał również przewodniczącemu FDP zadawania pytań na temat budowy rosyjsko- niemieckiego gazociągu przez firmę, w której radzie nadzorczej miał sam zasiadać.
Kolejny przykład z „cywilizowanego” świata. W marcu b.r. wyszło na jaw, iż małżonek szefowej brytyjskiego MSZ wypożyczał na koszt podatnika…filmy pornograficzne. Rachunek dołączono do rozliczenia kosztów prowadzenia tzw. drugiego domu w okręgu wyborczym.
Jednakże państwem, w strukturach którego występuje wyjątkowe skumulowanie „cywilizowanych” polityków, jest Izrael (zwany przez znakomitego publicystę, Katawa Zara, „Kurnikiem”). Oto kilka najgłośniejszych przykładów. Były prezydent Mosze Kacaw, ojciec piątki dzieci, został oskarżony przez kilkanaście pracownic urzędu prezydenckiego i ministerstw, którymi kierował, o gwałt i inne przestępstwa na tle seksualnym. Warto wspomnieć, że jego seksualnych „zasług” pogratulował mu sam Władimir Putin: „Pozdrówcie swojego prezydenta! Dziesięć kobiet zgwałcił. Wszyscy mu zazdrościmy!”. Podobne problemy gnębią nie tylko prezydenta, ale także sporą grupę ministrów w kilku izraelskich rządach. Dwa lata temu do dymisji podał się minister sprawiedliwości Haim Ramon, oskarżony o molestowanie 19-letniej żołnierki. W tym samym czasie prokuratura rozpoczęła śledztwo przeciw premierowi Ehudowi Olmertowi, którego podejrzewano, iż w czasie, kiedy objął tekę ministra finansów, sprywatyzował bank w taki sposób, aby udziały trafiły do jego kolegów i sponsorów kampanii wyborczych. Rok później pogrążony serią skandali korupcyjnych, podał się do dymisji. Zdaniem izraelskiej policji, Olmert pełniąc funkcję ministra handlu, przekazywał publiczne pieniądze byłemu partnerowi prawnemu. Lista polityków kręcących polityczne lody jest znacznie dłuższa.
W 2009 r. prawomocnym wyrokiem sądu ex-minister finansów, Abraham Hirschson, został skazany na pięć lat więzienia za kradzież, natomiast minister zdrowia i opieki społecznej Szlomo Ben-Izri na cztery lata za korupcję i inne przestępstwa. Kilka lat temu Icchak Mordechaj, minister obrony narodowej, bohater wojenny odznaczony kilkoma medalami, został oskarżony o seksualne molestowanie dwóch partyjnych koleżanek. Sąd skazał go na 18 miesięcy w zawieszeniu. W tym samym roku do więzienia trafił inny izraelski polityk- minister spraw wewnętrznych, Ari Deri, którego uznano za winnego przyjęcia 155 tys. dolarów łapówki i skazano na trzy lata więzienia (zwolniono przedwcześnie za dobre sprawowanie). Na stanowisku zastąpił go Eli Yishai, który zasłynął czymś, za co w Europie Zachodniej traci się stołek polityczny - stwierdził mianowicie, iż „homoseksualizm to oczywista choroba”, życząc gejom i lesbijkom „szybkiego powrotu do zdrowia”. Z kolei minister Gonen Segewa, podzielił los Deriego, trafiając za kratki na cztery lata za przemyt narkotyków.
Tzw. afera Begergate, którą niektóre media podniosły do rangi niebywałego skandalu politycznego, to w porównaniu z aferami w Izraelu małe piwo. Swoją drogą, jeśli polityka to zespół mechanizmów umożliwiających zdobycie władzy i jak najdłuższe zachowanie jej, kupczenie stanowiskami powinno wydawać się czymś zupełnie normalnym.
Polska niejednokrotnie porównywana była do państw zachodnich, gdzie polityka robiona jest ponoć znacznie bardziej profesjonalnie. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni na czym ten profesjonalizm miałby polegać. Wystarczy przypomnieć najsłynniejsze polityczne afery: Watergate, Clintona i Monikę Lewinsky, czy odwołanie w 2000 r. całej Komisji Europejskiej oskarżonej o korupcję i nepotyzm. Główni bohaterowie tych skandali, to właśnie ci „cywilizowani” politycy, których tak namolnie stawia nam się za wzór owych mitycznych „standardów europejskich”.
Artykuł został zamieszczony w 7 (22) 2009 numerze miesięcznika "Debata".