Zdawał sobie z tego sprawę już Adam Mickiewicz, który jeszcze na długo przed niepodległością w swojej „Litanii pielgrzymskiej” modlił się o „wojnę powszechną o wolność ludów”. Polacy nie tylko modlili się, śnili o wolnej Polsce – oni też bili się dzielnie o nią w powstaniach – choć trzeba sobie powiedzieć, że miały one raczej desperacki charakter. Wskrzesiciele niepodległej Polski – Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Józef Haller, Ignacy Jan Paderewski, Wincenty Witos i wielu innych, wspaniałych Polaków – dokonali rzeczy niezwykłej – zarówno przy stole konferencyjnym, jak i w walce w okopach – scalili Polskę z trzech organizmów państw zaborczych i tchnęli w nią życie.
Polacy nie tylko modlili się, śnili o wolnej Polsce – oni też bili się dzielnie o nią w powstaniach – choć trzeba sobie powiedzieć, że miały one raczej desperacki charakter.
Wskrzesiciele niepodległej Polski – Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Józef Haller, Ignacy Jan Paderewski, Wincenty Witos i wielu innych, wspaniałych Polaków – dokonali rzeczy niezwykłej – zarówno przy stole konferencyjnym, jak i w walce w okopach – scalili Polskę z trzech organizmów państw zaborczych i tchnęli w nią życie.
Już pod koniec lat 20. ubiegłego wieku państwo polskie było niemal jednym, sprawnie funkcjonującym organizmem. Piszę „niemal”, bo przecież wiadomo, że ojcowie założyciele Niepodległej nie byli cudotwórcami. Ale patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, kiedy ciągle jedną nogą tkwimy w peerelu, to nie waham się napisać: ci ludzie dokonali cudu.
II RP pod względem cywilizacyjnym nie odbiegała od innych, średniej wielkości państw europejskich. Funkcjonowanie aparatu państwowego, administracyjnego mogłoby być, powinno być – doskonałym wzorem dla dzisiejszego państwa polskiego. Dla III RP niestety złym wzorem pozostaje ciągle administracja peerelowska. Nadal nie możemy się wyzwolić z ducha sowieckiego, nie możemy przeciąć pępowiny łączącej nas ze zniewolonym państwem komunistycznym.
Do dzisiaj z rozrzewnieniem wspominamy rozkwit polskiej kultury okresu międzywojennego, literatury, sztuki, nauk humanistycznych, przyrodniczych. Osiągnęliśmy w krótkim czasie wysoki poziom w rozwoju szkolnictwa, edukacji, np. przed wojną matura była elitarnym, ważnym państwowym egzaminem udowadniającym, iż jej abiturient posiada rzeczywiście solidną wiedzę. I co niemniej ważne – ówczesna polska szkoła kładła duży nacisk na wychowanie patriotyczne.
Największym dokonaniem Polski – także na arenie międzynarodowej – było zatrzymanie nawałnicy sowieckiej prącej na Zachód Europy w roku 1920. W obronie zagrożonej niepodległości stanęli wówczas nawet kilkunastoletni chłopcy, uczniowie gimnazjum. Po raz kolejny Polacy udowadniali, że wolność nie spadła nam z nieba, chociaż bitwa warszawska z bolszewikami, przeszła do historii jako cud nad Wisłą.
Były też ciemne strony II RP – zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza, zamach majowy w 1926 roku, (choć ograniczenie rozbuchanej demokracji parlamentarnej wielu historyków tamtego okresu uważa za rzecz konieczną), czy Bereza Kartuska.
II Rzeczpospolita Polska była państwem suwerennym. Podejmowała w pełni suwerenne decyzje polityczne. Z opinią Polski liczyły się wszystkie kraje ówczesnej Europy. Jak się okazało w roku 1939, nasi sojusznicy zawiedli. Zawiedli i w latach późniejszych.
Nie zawiodło pokolenie młodzieży wychowanej w II Rzeczypospolitej. To ono zasiliło oddziały Armii Krajowej, to ono walczyło do końca w powstaniu antykomunistycznym po roku 1944. W sytuacji beznadziejnej sprzeciwiło się systemowi narzuconemu przez Moskwę.
Zbigniew Herbert, czy Henryk Elzenberg uważali, że sens walki powinien być mierzony nie jej szansami na zwycięstwo, lecz wartościami, w obronie których została podjęta.
Dzisiaj żyjemy w wolnym kraju. Wiele dokonań zawdzięczamy tamtemu pokoleniu – pokoleniu Polaków II Rzeczypospolitej. Przykro to mówić, ale o tym pokoleniu przypominamy sobie tylko przy okazji okrągłych rocznic. Na pewno dzisiejsza Polska byłaby innym krajem gdybyśmy rzeczywiście korzystali z tradycji II Rzeczypospolitej.