www.suwalki24.pl - Suwalski Dziennik Internetowy, najnowsze wiadomości z Suwałk i okolic, własne źródła informacji, darmowe ogłoszenia, informacje, zdjęcia, fotoreportaże, kalendarz imprez. Odwiedziło nas już ponad DWANAŚCIE MILIONÓW osób! dodaj do ulubionych Dodaj do ulubionych startuj z nami Startuj z nami
Advertisement
Start arrow Reportaże arrow "Wszyscy byliśmy tacy młodzi"
Menu Główne
Start
O Nas
Reklama
Usługi
Patronat medialny
Napisz do nas
Linki
Szukaj
Mapa Serwisu
EPasaż
Informacje
Wydarzenia
Gospodarka
Kultura
Sport
Reportaże
Historia
Przegląd Prasy
Galerie
Fotogaleria
Ogłoszenia
Oferty pracy PUP
Ogłoszenia drobne
Informator Miejski
Spis informacji
Rozkład Jazdy MZK
Rozkład Jazdy PKS
Rozkład Jazdy PKP
Taxi
Mapa Suwałk
Scieżki rowerowe
Urzędy
Instytucje Finansowe
Instytucje Kulturalne
Dyżury Aptek
Hotele
Restauracje/Puby
Opieka Społeczna
Zdjęcie losowe
dozynki_gminne 16
Porozmawiaj z nami

Redakcja: 5053591

Marketing: 9452004

Admin: 1607477

Bądź z nami na

follow us on facebookfollow us on twitter



Translate our site
Reklama
Zliczamy od 30.01.08
Aktualnie na stronie
Odwiedza nas 40 gości

statystyka


Reklama
Dom Nauczyciela zaprasza
Ostatnio komentowane
Reklama
Masaż suwałki
Sprzedam
pilnie
pilnie sprzedam nokie n 8 na dwie karty bateria trzyma tydzien mam słuchawki adapter brak simloka dotykowy stan doby cena do uzgodnienia
Chmura tagów

suwałki wośp wigry suwałkach ślepsk siatkówka suwałk sejny finał aleksandra historia reklama bakałarzewskiej kowalewski 2010 2011 klasztor augustów kameduli obwodnicy plaza suwalscy suwalskie suwalszczyzna zdjęcia aquapark badminton filipów praca pwsz sowietologia suwalczanie baltica cmentarzy fantasy festival kamedułowie konopnickiej kowna kwaterski

Strony zaprzyjaźnione
Ślepsk Suwałki
ESTACJAFM
PODLASKI SPORT
wilniuki
wigrytv
ESTACJAFM
ESTACJAFM
Forum Suwałki
Wojciech Kowalewski
Portal samorządowy
"Wszyscy byliśmy tacy młodzi" PDF Drukuj Email
Wpisał: Waldemar Brenda, Debata   
21.01.2011 23:55

Konspiracyjny życiorys Henryka Wieliczki „Lufy” stanowi doskonałą ilustrację  przykładu żołnierza, który nie poddany wcześniej wojskowemu przygotowaniu, przeszedł wszystkie szczeble partyzanckiej „kariery”. Od zwykłego członka oddziału do samodzielnego dowódcy wykonującego najbardziej skomplikowane zadania. Większość etapów tego partyzanckiego żywota była związana z jednym oddziałem – 5. Wileńską Brygadą AK i jednym dowódcą – mjr. Zygmuntem Szendzielarzem „Łupaszką”. Wojenne szlaki prowadziły „Lufę” z lasów Wileńszczyzny, poprzez Białostocczyznę, Bory Tucholskie, Warmię i Mazury, Podlasie aż lubelskiego więzienia bezpieki. Pozostawił po sobie pamięć jednego z najlepszych dowódców szwadronów w 5. Wileńskiej Brygadzie.

 



Urodził się w Wilnie w 1926 r.  Czasem w publikacjach podawany jest rok 1922, ale przekazy rodzinne wskazują na tę pierwszą datę, ponoć przez ojca zapisaną w książeczce do nabożeństwa. W 1942 r. rodzice obawiali się, że Henryk zostanie wywieziony na roboty do Niemiec, dlatego też wyjechał wraz babką na wieś. Trafili do Białej Wody oddalonej od Wilna o 80 km. Pracował u gospodarza i tu zapewne w czerwcu 1943 r. związał się z AK. Kilka miesięcy później znalazł się w oddziale partyzanckim Wincentego Mroczkowskiego „Zapory”, który ponoć czasem przechodził przez wieś. Żołnierze „Zapory” służyli wcześniej w rozbitym przez sowiecką partyzantkę pierwszym polskim oddziale leśnym AK, dowodzonym przez Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”. Dowódcę i część żołnierzy bolszewicy zabili. Niektórych puścili do domów. Z pozostałych utworzyli podległy sobie oddział. Z sowieckiego nadania tymi niedobitkami brygady „Kmicica” miał dowodzić właśnie „Zapora”. Czy jednak Henryk już wtedy był w partyzantce?

 

 


 

Żołnierze 4. Szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK. Białostocczyzna 1945 r. W górnym rzędzie drugi od lewej (z psem) plut. Henryk Wieliczko „Lufa”. Na dole pierwsza od lewej sanitariuszka 4. szwadronu Danusia Siedzikówna „Inka”, zamordowana przez komunistów 28 sierpnia 1946 roku, miała niespełna 18 lat.
 

 

Tymczasem Komenda Okręgu AK Wilno, nie wiedząc o rozbiciu oddziału „Kmicica”, skierowała doń nowego dowódcę Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. Gdy Szendzielarz pojawił się w terenie, „zaporczycy” uciekli spod sowieckiej kurateli i podporządkowali mu się. Możliwe, że w tym właśnie czasie Henryk Wieliczko „Lufa” trafił do oddziału Mroczkowskiego, będącego już częścią tworzonej przez „Łupaszkę” tzw. „Brygady Śmierci”, czyli 5. Wileńskiej Brygady AK.

W organizowanej przez Szendzielarza brygadzie „Lufa” został przydzielony pod komendę Mieczysława Kitkiewicza „Kitka” w 1 kompanii szturmowej (później przemianowanej na szwadron). To był bojowy oddział. „Kitek” ze swoimi ludźmi często towarzyszył „Łupaszce” w przemarszach po kresowych leśnych ostępach. Brał też udział w niezliczonych akcjach i potyczkach z oddziałami sowieckiej partyzantki, niemiecką regularną armią czy pomocniczymi formacjami litewskimi.


Do najbardziej spektakularnych walk z udziałem „Lufy” doszło ostatniego dnia stycznia 1944 r. pod Worzianami. Została wówczas rozbita niemiecka ekspedycja, której udało się niepostrzeżenie wjechać  do wsi obsadzonej przez AK. Po zwycięskim starciu brygada wykonała odskok. Przy okazji czujki zaobserwowały „towarzystwo” w postaci oddziałów partyzantki sowieckiej śledzącej każdy krok „białopolaków”. Bolszewicy liczyli, że zmęczeni walką i przemarszem Polacy będą łatwym łupem. Najlepszą okazją do uderzenia wydawała się przeprawa brygady przez rzekę w pobliżu wsi Radziusze. Pomylili się. Pierwszy cios, skierowany właśnie na „Kitka” i jego ludzi został powstrzymany, przy czym w szeregi napastników wkradło się takie zamieszanie, że oddział mógł się wycofać pozostawiając na polu bitwy co najmniej setkę ciał zabitych napastników (także na skutek ich własnego, samobójczego ognia). Kilka dni później Mieczysław Kitkiewicz, co prawda z przetrzebionym oddziałem, ale dołączył do macierzystej jednostki. Według wspomnień Wacława Beynara „Orszaka”, po tym zdarzeniu „Kitek” w oczach czerwonych partyzantów stał się „największym strachem. Gdy tylko ktoś doniósł, że zbliża się oddział „Kitka”, nawiewali w popłochu, krzycząc jeden do drugiego: „Udiraj, idiet Kitok”. Jaki był w tych zdarzeniach rzeczywisty udział Henryka Wieliczki, nie wiemy. Z całą pewnością była to dla niego twarda szkoła partyzanckiego życia. Obserwował swego bezpośredniego dowódcę, który nie tylko potrafił wykazać się znaczną samodzielnością i operatywnością, ale również umiał wyprowadzić swoich ludzi z największych opresji. Doświadczał też skomplikowanej, kresowej rzeczywistości ostatnich lat wojny, gdzie nie wolno było ufać jakimkolwiek zobowiązaniom Sowietów.


W lipcu 1944 r. mjr „Łupaszka” podjął decyzję (uzgodnioną z wyższymi władzami konspiracyjnymi), aby 5. Wileńska Brygada AK nie wzięła udziału w operacji „Ostra Brama”. Słusznie obawiano się, że kolejne zetknięcie z bolszewicką, tym razem regularną Armią Czerwoną może przynieść represje wobec żołnierzy, wcześniej uczestniczących w walkach z sowiecką partyzantką na Wileńszczyźnie. Zygmunt Szendzielarz postanowił wycofać swą jednostkę na Zachód, przyjmując na czas tej operacji zmienioną nazwę brygady i nowe pseudonimy dowódców. Tak dotarli do Puszczy Grodzieńskiej, gdzie 23 lipca zostali osaczeni przez Armię Czerwoną. „Łupaszko” nie chciał poddać swoich ludzi. Wolał rozwiązać brygadę. Część partyzantów wróciła na Wileńszczyznę. Większość za przykładem dowódcy zadecydowała przedzierać się małymi grupami przez tzw. Linię Curzona, by podjąć walkę na nowym terenie. Wśród nich był Henryk Wieliczko, który wraz z kolegami ze szwadronu, obliczanymi  początkowo na 80 osób (?!) przedzierał się w kierunku Puszczy Augustowskiej. Dowodził nimi Mieczysław Kitkiewicz. Po drodze grupa „Kitka” stopniała do około 20 osób. Byli ostrzeliwani, kilkakrotnie wymykali się obławom. W okolicach Sokółki partyzantów rozbroiło i uwięziło NKWD, ale uciekli. W Henrykowie pod Białymstokiem znów wpadli w łapy NKWD. Większość zatrzymanych Sowieci skierowali do 6. zapasowego batalionu LWP w Dojlidach. Henryk Wieliczko spotkał tam wielu byłych wileńskich Akowców, którym nie w smak była służba w komunistycznej armii. Zdawali sobie sprawę, że przecież nie dadzą im spokoju, że walka nie jest zakończona, że trzeba „coś” robić. W październiku 1944 r. „Lufa” opuścił szeregi LWP i wraz z Lechem Beynarem „Nowiną” (późniejszym pisarzem znanym jako Paweł Jasienica), Zdzisławem Badochą „Żelaznym” i Jerzym Lejkowskim „Szpagatem”, dołączyli do odtwarzanej w powiecie Bielsk Podlaski 5. Wileńskiej Brygady AK. Wokół mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” gromadzili się coraz liczniej zbiegowie z Kresów. W rozrastającej się brygadzie „Lufa” początkowo objął dowodzenie drużyną, później funkcję zastępcy dowódcy 4. szwadronu. Został awansowany do stopnia wachmistrza i odznaczony Krzyżem Walecznych.

 

 


 

 Ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”

 

Z tego okresu zachowało się sporo fotografii żołnierzy 5. Brygady. Na wielu z nich jest Henryk Wieliczko. Szczupły, wysoki chłopak w mundurze z naszywkami plutonowego. Jasna twarz skłonna do uśmiechu, zaczesane do tyłu ciemnoblond włosy... Na jednej z fotografii wraz z kolegami trzymają… małe prosiaczki. Obok stoją dziewczyny. W tle - niezbyt zadbane wiejskie budynki gospodarcze… Na innym zdjęciu pozuje grupa chłopców z 4. szwadronu. Jest z nimi młodziutka Danuta Siedzikówna, sanitariuszka „Inka”. Przycupnęli wśród drzew, w niezbyt wysokiej trawie, z której groźnie sterczą lufy automatów. Ale wszyscy się śmieją, a Wieliczko przytula wilczura, któremu nakłada na łeb swoją wojskową rogatywkę… Wszyscy młodzi i pełni optymizmu. Wieliczko ma wtedy 19 lat. Sanitariuszka brygady i towarzyszka życia „Łupaszki” Lidia Lwow „Lala” wspomina: „<Lufa> uwielbiał żartować, śmiać się. Zresztą my wszyscy byliśmy tacy młodzi... I już doświadczeni przez wojnę. A mimo to wierzyliśmy w zwycięstwo. I że nasza sprawa jest słuszna”. W 1945 r. władze konspiracji uznały za konieczne ograniczenie walki zbrojnej. Mjr „Łupaszko” musiał się tym decyzjom podporządkować. Trzy lata później „Lufa” zeznawał przed funkcjonariuszem UBP: „Jesienią 1945r., było to w miesiącu wrześniu (…) odbyła się koncentracja całej 5 Brygady Wileńskiej w okolicy miejscowości Poświętne woj. białostockiego. Na koncentracji tej „Łupaszko” oświadczył, że otrzymał rozkaz (…) ażeby rozwiązać (…) Brygadę (…) a żołnierzy bez broni rozpuścić do domu. Broń polecił komendantom szwadronów zmagazynować (…). W międzyczasie „Łupaszko” prywatnie zebrał kilku członków (…) z Wileńszczyzny i powiedział (…) że (…) starych członków Brygady on zabierze do siebie, których wymienił po pseudonimach, a to: mnie ps. Lufa, Żelazny, Zeus, Szpagat, Stefan i kilku innych”. Sam „Łupaszko” zamieszkał w Gdańsku. Tam powoli docierali doń wskazani podkomendni.


W grudniu na Wybrzeże przybył także Henryk Wieliczko. Został włączony do patrolu dywersyjnego, wykonującego na Pomorzu akcje zlecone przez Z. Szendzielarza. W styczniu 1946 r. kierowany przez „Lufę” patrol z wagonu pocztowego pod Białogardem zarekwirował ok. 100 000 zł, potrzebnych do sfinansowania działalności

konspiracyjnej.

Początek 1946 r. to czas intensywnego odtwarzania 5. Wileńskiej Brygady AK. Toteż gdy w przypadkowej strzelaninie na ulicach Gdańska „Lufa” został ranny i na kilka tygodni wyłączony z czynnej działalności, była to duża strata dla brygady. Dopiero w marcu mógł wrócić do służby. „Łupaszko” wysłał go wtedy na Białostocczyznę aby odnalazł zamelinowanych kolegów. Według historyków H. Wieliczko nie najlepiej wywiązał się z tej trudnej misji, co miało wywołać niezadowolenie dowódcy.


W drodze powrotnej partyzanci zarekwirowali auto, którym dotarli na miejsce zaplanowanej koncentracji. Trasa podróży wiodła przez Mazury i Warmię: „31.III. Jedziemy z rana na Myszyniec. Przecinamy gran[icę] polsko- niemiecką koło Rożóg [Rozóg], następnie na Szczytno, Pasym i Olsztyn, który omijamy zostawiając go na północ. Po południu przejeżdżamy przez Ostródę, Iławę, Mikołajki, Susz i stajemy w nocy na postój w maj. państw. Zielenice. Dostaję rozkaz od P. Majora, by przedostać się w Bory Tucholskie i rozpocząć partyzantkę (…)” – pisał w swoim dzienniku Henryk Wieliczko.


Na wiosnę 1946 r. w brygadzie przywrócono podział na szwadrony. Dowództwo 4. szwadronu objął „Lufa”. Historycy badający ten okres działalności 5. Wileńskiej Brygady AK uzasadniają tą decyzję wysokimi kwalifikacjami Wieliczki, mimo doraźnych niepowodzeń, dostrzeganych przez „Łupaszkę”. Sam Major zresztą chętnie przebywał przy 4. szwadronie. Według Lidii Lwow „Lali” było to zupełnie zrozumiałe: „<Lufa> to był jeden z najstarszych żołnierzy, bo on jeszcze od <Kmicica> [? – WB] przyszedł do <Łupaszki>. Był bardzo dobrym pod każdym względem. I jako dowódca plutonu i jako zdyscyplinowany żołnierz – bo to różnie bywało…”


Inna sanitariuszka brygady Janina Wasiłojć – Smoleńska tę wysoką ocenę wystawianą „Lufie” (i dowódcy 5 szwadronu Zdzisławowi Badosze „Żelaznemu”) motywuje jakością ich podwładnych: „<Żelazny>, <Lufa> czy inni chłopcy z Wileńszczyzny, oni się doskonale znali. Byli ostrzelani i zgrani. Dzięki temu mogli wspólnie takie akcje przeprowadzać. To był ich wspólny wyczyn”. A trzeba przyznać, że szwadron „Lufy” przez kilka miesięcy 1946 r. rzeczywiście prowadził bardzo intensywną wojnę z komunistycznym reżimem w Borach Tucholskich oraz na Warmii i Mazurach. Na teren byłych Prus wyprawiał się kilkakrotnie. Likwidował  szpicli i funkcjonariuszy UB, rozbrajał posterunki milicji. W rejonie Czarnego Pieca rozbili grupę propagandową, działającą w terenie przed zbliżającym się referendum. Urządzali zasadzki na państwowe auta, którymi potrafili odskoczyć na znaczne odległości z miejsca przeprowadzonych akcji. Niektóre z tych przedsięwzięć były realizowane wspólnie z oddziałem „Zeusa”, czasem w obecności Majora, większość jednak to samodzielna inicjatywa Henryka Wieliczki, który dawał się we znaki komunistom głownie w powiatach Olsztyn, Ostróda, Szczytno i Nidzica. Szczegółowy opis tych działań zachował się dzięki notatkom sporządzanym na bieżąco przez dowódcę 4. szwadronu.

 

 


 

 Żołnierze „Łupaszki” byli skorzy do zabawy. Białostocczyzna 1945 r.

 

W sierpniu i wrześniu 1946 r. szwadron „Lufy” po raz kolejny zjawił się na Warmii i Mazurach, tym razem towarzysząc „Łupaszce” w jego powrocie na Białostocczyznę. Wyprawa wiedzie przez powiat Pisz, gdzie partyzanci znajdują czas na… ognisko z napotkanymi harcerzami i zwiedzanie bunkrów Goeringa w Szerokim Borze! Gdy wreszcie dotarli do celu, major jeszcze raz zlecił 4. Szwadronowi wyprawę „przez Prusy”. Mieli dotrzeć w Bory Tucholskie by nawiązać kontakt z pozostawionymi tam szwadronami 5. Brygady. Jednak tym razem „Lufa” nie wywiązał się z powierzonego zadania. Za to podczas przeprawy przez Mazury na przełomie października i listopada, przeprowadził kilka spektakularnych akcji przeciw posterunkom MO (Lipowiec i Rozogi) i rozbił grupę operacyjną, która ścigała go w powiecie Szczytno. 9 listopada po rekwizycji benzyny pod Anuszewem, zapisał w dzienniku: „Po południu żegnamy oszronione prusy [sic] i zawracamy w swoje „białostockie”.


Na Podlasiu szwadron „Lufy” dołączył do utworzonej przez Zygmunta Szendzielarza 6. Wileńskiej Brygady AK. Henryk Wieliczko dowodził swoim szwadronem do marca 1947 r. Po sfałszowanych wyborach do Sejmu Ustawodawczego, w okresie amnestii, pod znakiem zapytania jawiły się szanse rozbudowy walki zbrojnej. „Łupaszko” postanowił rozwiązać 4. szwadron. Sam Szendzielarz opuścił Podlasie, utrzymując bliski kontakt z pozostawioną w terenie 6. Brygadą. Przez rok pozostawał przy niej jeszcze Henryk Wieliczko (otrzymał awans na podporucznika czasu wojny).


W czerwcu 1948 r. otrzymał urlop w związku z informacjami o śmiertelnej chorobie ojca w Lublinie. Gdy powracał do brygady, 23 czerwca został zadenuncjowany przez ubeckiego agenta na stacji kolejowej w Siedlcach. Został aresztowany po opuszczeniu lubelskiego pociągu. Próbował uciekać, ale raniły go ubeckie pociski. Natychmiast poddany przesłuchaniom, przez kilka dni zupełnie odmawiał zeznań, pewnie aby dać czas kolegom na zmianę lokalizacji… Ranny przez jakiś czas przebywał w szpitalu. Bezpieka pozwoliła wtedy na widzenie z matką, ale rozmowa była podsłuchiwana przez funkcjonariusza.

 

 

 

 

 Białostocczyzna, rok 1945, kadra V Brygady Wileńskiej AK. Stoją od lewej: ppor. cz. w. Henryk Wieliczko„Lufa”, zamordowany 14 marca 1949 na zamku lubelskim, por. Marian Pluciński „Mścisław”, zamordowany 28 czerwca 1946 w białostockim więzieniu, mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, zamordowany 8 lutego 1951 na Mokotowie, wachm. Jerzy Lejkowski „Szpagat”, ppor. Zdzisław Badocha „Żelazny”, poległ w walce z UB 26 czerwca 1946 koło Sztumu.

 

 

24 lutego 1949 r. WSR w Lublinie skazał Henryka na karę śmierci. Jego obrońca Konrad Bielski po latach wspominał: „ciągle przed oczyma stoją mi wszystkie szczegóły rozprawy. Mała salka, właściwie pokoik, ciasny i nieprzytulny. Surowy w tym swoim prymitywizmie jak klasztorna cela. Publiczności żadnej, bo kto by przychodził na takie rozprawy? W kącie pod piecem dwie osoby: matka oskarżonego wraz ze swoją przygodną znajomą, która ją tu przyprowadziła. Za stołem komplet sędziowski. Sędzia, kapitan, młody i przystojny, dwóch ławników – żołnierzy o nijakim wyglądzie. Prokurator, major, młody i protokolantka wyjątkowo urodziwa kobieta. Wszyscy młodzi, a na ławie oskarżonych najmłodszy. Stał piękny i wyprostowany i przyznawał się do wszystkiego z jakąś niebywałą szczerością i odwagą”. Wyrok wykonano 14 marca 1949 r. na lubelskim Zamku.


W 2007 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Lech Kaczyński, pośmiertnie odznaczył ppor. „Lufę” Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

 

 

bernda

historyk, jego głównym

tematem badawczym jest

działalność podziemia

niepodległościowego

po II wojnie na Warmii

i Mazurach, kustosz Muzeum

Ziemi Piskiej w Piszu, redaktor

naczelny rocznika „Znad Pisy”

WALDEMAR BRENDA

 

 

 

Tekst ukazał się w numerze 1/2011 miesięcznika Debata

 

 

 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »