|
Dagmara Franczak (na zdjęciu w środku) jest czwartą Polką, a pierwszą suwalczanką, która w 20-letniej historii Towarzystwa Szkół Zjednoczonego Świata im. prof. Pawła Czartoryskiego, wyjechała w sierpniu na dwuletnie stypendium do UWC CR znajdującego się w małym miasteczku niedaleko San José-Santa Ana. Od dwóch tygodni przebywa w Suwałkach. A oto jej relacja z trzymiesięcznego pobytu w Kostaryce. Dwudziesty sierpnia 2011, dziewiąta rano, lotnisko w Warszawie. Naprawdę znowu tu jestem. Nie pierwszy raz polecę tak daleko i do tego sama. Żegnałam się z mamą. Łzy, wielkie jak groch, płynęły nam z oczu. W końcu rozstawałyśmy się niby tylko na trzy miesiące, ale to pożegnanie kończyło jedne etap mojego życia i zaczynało drugi. Jakie? Co mnie czeka za kilkanaście godzin, kilka tysięcy kilometrów od Polski? A moje nowe życie, a może tylko życiowa przygoda, zaczęło się dokładnie rok temu.
W grudniu 2010 znalazłam ogłoszenie o konkursie stypendialnym do szkół United World Colleges (w Polsce działa jako Towarzystwo Szkół Zjednoczonego Świata im. prof. Pawła Czartoryskiego) oraz wybranych szkół prywatnych w Wielkiej Brytanii i Austrii. Uznałam, że mogę spróbować Napisałam aplikacje, wysłałam i w lutym 2011 dowiedziałam się, że zostałam zakwalifikowana do następnego etapu. Po zaliczeniu kolejnych dwóch etapów okazało się, że szczęście uśmiechnęło się do mnie. Ja, pierwsza w dwudziestoletniej historii Towarzystwa suwalczanka, znalazłam się w gronie siedemnastu osób, wybranych spośród trzystu, które dostały stypendia. Dziewięć miesięcy później, w sierpniu 2011, po dziewięciu godzinach lotu wysiadam w Nowym Jorku. Tu, na lotnisku, spotykam innych uczniów lecących do UWC z Norwegii, Finlandii, Anglii, Irlandii i Hiszpanii. Czuję, że zbliża się coś innego, nowego, coś co dopiero odkryję, zacznę poznawać. Kolejnych pięć godzin w samolocie i jestem w San Jose. To nowa ziemia. Kraj Trzeciego Świata?
Dla licealistki z Polski Kostaryka wydaje się odległym miejscem na mapie, nie odkrytym, nieznanym, tajemniczym, nie do osiągnięcia. A tak naprawdę wszystko jest możliwe, nawet nauka na krańcu świata. Kostaryka to naprawdę piękny kraj, który powoli odkrywam. Szkoła znajduje się w miejscowości Santa Ana, położonej około 20 min. drogi od stolicy, San Jose. Miasteczko liczy około 8 tysięcy mieszkańców, ale mamy blisko do supermarketów, kawiarni. Autobusem bez problemu i szybko można dojechać do San Jose, Escazu, gdzie znajduje się centrum handlowe lub Lindora – lokalnego centrum amerykańskiej gastronomii typu McDonald's, KFC czy Wendy's. Szkoła należy do UWC od 2006 i w ciągu tych lat ukończyły ją trzy polskie absolwentki, które pozostawiły po sobie dobre wspomnienia. W kampusie znajdują się siłownia, stołówka, pralnia, boisko do koszykówki i piłki nożnej, oczywiście szkoła i siedem internatów, których nazwy pochodzą od nazw kostarykańskich plaż.. Tak naprawdę najważniejsza jest tu akceptacja tego, że wszyscy jesteśmy różni. Teraz w szkole jest 160 uczniów z 60 krajów świata. Niesamowite jest to, że mimo, że wszyscy mamy różne korzenie, potrafimy żyć ze sobą 24 godziny na dobę. Dostrzegliśmy tę różnorodność szczególnie podczas parady z okazji Święta Niepodległości Kostaryki 15 września, kiedy każda osoba ubrana była w narodowy kostium, a flagi wielu krajów powiewały wysoko. Obok klas mamy też dużą mapę świata, na którą spoglądam każdego dnia i uświadamiam sobie, że mam przyjaciół z drugiego końca świata, np. z Nepalu. Moje współlokatorki pochodzą z Barbadosu i Indii. Jeśli chodzi o zajęcia, w tym roku mamy wielu nowych, ale doświadczonych nauczycieli. Z pewnością mogę stwierdzić, że moim ulubionym przedmiotem jest historia wykładana przez nauczyciela związanego z UwC Costa Rica od dnia założenia. Dodatkowym bonusem Colegio del Mundo Unido jest fakt, że szkoła nastawiona jest na biegłą znajomość przez uczniów języka hiszpańskiego i angielskiego. To gwarancja, że po skończeniu IB jesteśmy zdolni porozumiewać się w dwóch językach. Zajęcia to nie wszystko. Częścią programu jest również CAS (Creativity, Action, Service), który jest u nas oferowany w wielu opcjach. Mamy np. tango, salsę, Indian dance, ale też kulturę żydowską i chińską, wspinaczkę, frisbee, fotografię, kuchnie świata, jogę lub medytację. Jeśli chodzi o pracę społeczną to staramy się działać na rzecz społeczeństwa Santa Ana. Ważnym zadaniem jest integracja uczniów. W pierwszym tygodniu mieliśmy dwudniowy obóz w górach. Kolejny, już tylko dla pierwszorocznych, odbył się w październiku. Dodatkowo dość często spotykamy się w grupach z naszym opiekunem. Wzajemnemu poznaniu się, ale też poznaniu kraju w którym jesteśmy, służą liczne wycieczki. Szkoda tylko, że tak niewielu uczniów z Polski korzysta z szansy jaką dają stypendia UWC. Mam jednak nadzieję, że w moje ślady pójdą inni i przynajmniej kilkoro suwalczan będzie miało okazję odkryć, że Kostaryka to coś więcej niż tylko egzotyka.
Minęły już dwa tygodnie mojego pobytu w Polsce. Jeszcze tylko dwa i pora wracać do mego nowego domu w odległej Kostaryce. Czas mija bardzo szybko, a czuję, że jeszcze mam sporo do zrobienia. Z sentymentem i biciem serducha odwiedziłam moją Alma Mater i moich przyjaciół. Odpowiadałam na pytanie jak mi tam się żyje. Przyznaję szczerze, że nie potrafię streścić trzech miesięcy mojego życia w jednym zdaniu, a tego się ode mnie oczekuje. UWC to cos więcej niż tylko nowy kraj, odległy od Polski geograficznie i kulturowo. To też ludzie, atmosfera, którą tworzą. Odpowiadam zatem, że jest fajnie i, że to już mój świat. Nie żałuję swojej decyzji i chociaż znowu łza zakręci się na pożegnanie z mamą i Polską, to jestem pewna, że gdybym miała wybrać jeszcze raz, postąpiłabym tak samo.
|