Białorusin, jak przyjdzie do sklepu, potrafi zostawić nim na raz nawet równowartość tysiąca i jeszcze więcej złotych. Tyle tylko, że w litewskich, a nie polskich sklepach. Zarówno Polakom, jak i Białorusinom odwiedzać nawzajem jest coraz trudniej. Po pierwsze - perypetie i biurokratyczne przeszkody w uzyskaniu wizy. I nie tylko tej zakupowo - turystycznej. Np. taka pani Leonarda Rewkowska ze Słonimia nie mogła nawet odebrać przyznanej dla niej nagrody w Polsce.
Działaczka należy bowiem do Związku Polaków na Białorusi współpracującego z władzami w Mińsku, a nie w Warszawie. Jak informowało Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”, na początku listopada 2011 roku organizacja kulturologiczna „Stopka” z Łomży przyznała działaczce nagrodę pieniężną w wysokości 5000 zł. Ale otrzymać tych pieniędzy pani Rewkowska nie może, bo znajduje się na liście osób objętych zakazem wjazdu do Polski. Działaczka ze Słonimia trafiła na „czarną listę”, ponieważ kierowany przez nią oddział ZPB znalazł się w strukturach, kierowanych przez grodzieńskiego przedsiębiorcę Stanisława Siemaszkę. Przejętego przezeń i wspieranego przez białoruski rząd Związku nie uznają polskie władze. Z kolei europejskiemu portalowi Eastabock.eu, w imieniu rzeszy pasażerów, poskarżyła się m.in. Karina Kuczyńska z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przyjazny Transport, mającego siedzibę w Czeremsze. Wraz z nowym rozkładem jazdy wprowadzonym w grudniu 2011 r. przez Przewozy Regionalne, zostało anulowane połączenie kolejowe z Białorusią. Przejazd pociągiem był najprostszą i najtańszą alternatywą przekroczenia granicy dla mieszkańców polskiej Czeremchy i białoruskiego Wysokiego. Według informacji, które otrzymał Eastbook, decyzja polskich kolei uderza głównie w ludność białoruską. Białoruskie wizy dla Polaków są drogie, bo kosztują aż 25 euro. Z tego powodu Polacy na Białoruś praktycznie nie wyjeżdżają. Natomiast Białorusini masowo ubiegają się o polskie wizy. Do Polski jeżdżą na zakupy, gdzie artykuły spożywcze są nawet o 100% tańsze.
Do grudnia ludzie przekraczali granice samochodem. Przy pełnym obłożeniu pojazdu podróż wychodziła taniej niż koleją, gdzie bilet z Wysokiego do Czeremchy kosztował 8 zł. Od 1 grudnia 2011 r. strona białoruska wprowadziła jednak przepis zezwalający na przekraczanie granicy samochodem nie częściej niż raz na 8 dni. Wtedy też momentalnie zapełniły się pociągi, które dwa razy dziennie kursowały przez granicę. Pociągowy boom trwał ledwie kilkanaście dni, bo 11 grudnia polskie koleje wprowadziły nowy rozkład jazdy, a w nim połączenie Czeremcha – Wysokie zlikwidowano.
Cenowy szok
Od 1 marca 2011. na Białorusi miała miejsce reforma cenowa, zmierzająca do urynkowienia cen. Na Białorusi pod względem cen i zakupów zaistniała podobna sytuacja, jak w Polsce na początku reform gospodarczych: ceny poszły w górę, a ludność, w obawie przed jeszcze większymi podwyżkami, rzuciła się do półek sklepowych, przez co stały się one jeszcze bardziej puste. Tylko towarów gospodarstwa domowego sprzedano w 2011 roku. kilkanaście razy więcej niż przed rokiem, w tym chłodziarek, lodówek dwa razy tyle, pralek o 95,5 proc. więcej, telewizorów o 20 procent więcej. Ludzie zaczęli też szukać miejsc i krajów, gdzie można kupić coś taniej. Ceny towarów i usług rosną na Białorusi systematycznie, a inflacja od początku 2011 r. w grudniu 2011 r. wyniosła 104 procent.
„Komsomolska Prawda” opracowała nawet tabelę porównującą ceny różnych produktów na Białorusi, w Polsce, Litwie i w Rosji, z której wynika, że najniższe ceny mleka, śmietany i twarogu są jednak na Białorusi. To dlatego, przypomina "Komsomolskaja Prawda", że państwo reguluje jeszcze na nie ceny. Na Białorusi najtańsza jest też wódka, piwo i chleb. W Polsce z kolei opłaca się kupować mięso, owoce, zwłaszcza, że sklepy ogłaszają promocje, walcząc o klienta. Z Rosji jeszcze niedawno Białorusini przywozili konserwy i warzywa, które były tam tańsze. Teraz "prawie wszystkie produkty, zwłaszcza w Moskwie, wychodzą drożej niż w Mińsku", chociaż oba kraje łączy unia celna - wskazuje dziennik. Na Ukrainie Białorusinom opłaca się kupować znacznie tańsze warzywa, herbatę i słodycze - relacjonuje "Komsomolskaja Prawda".
Białorusini wydają na żywność średnio ok. 40% swoich dochodów, co jest jednym z najwyższych wskaźników w Europie. Karta'97 informuje zaś, że 2011 roku aż o 40 proc. wzrósł czynsz w Mińsku. Średni czynsz wraz z opłatami komunalnymi wynosi około miliona białoruskich rubli za jednopokojowe mieszkanie, podczas gdy w marcu i maju 2010 roku było to około 775 tys. rubli. Tymczasem płaca minimalna na Białorusi od 1 stycznia 2012 roku wzrasta właśnie do miliona rubli białoruskich (411,7 zł) i jest ponad dwa razy wyższa niż na początku roku.
Szturm na Litwę
Podczas gdy niezliczone rzesze Litwinów przyjeżdżają na zakupy do Polski, Białorusini najczęściej jadą na Litwę właśnie. Mniej tam korowodów z wizami, politycznymi niuansami, itp. Białorusinów w litewskich sklepach jest obecnie nawet dwa razy więcej niż przed rokiem, dwoma. Jak podają litewskie media, w ciągu 2011 roku w większych sklepach Wilna aż 85 procent zagranicznych klientów stanowili Białorusini. Jednorazowo goście z Białorusi potrafią wydać na zakupy 500 - 1000 litów. Na Litwie kupują m.in. dobre marki ubrań, obuwia, artykułów dziecięcych. Przy tym, ważne dla nich jest i ładne, estetyczne opakowanie, a nie tylko cena. Nie tylko zresztą kupują, ale i bawią się, nocują nawet. Z kolei w Kłajpedzie jest bardo dużo klientów z Rosji. Oblężone są także, mimo zimowej pory, Druskienniki. A to m.in. za sprawą całorocznego stoku narciarskiego. Nigdzie nie ma śniegu, a Druskiennikach go dostatek. Przynajmniej pod dachem. W ubiegłym roku Druskienniki odwiedziło o ok.16,3 proc. więcej turystów zagranicznych niż przed rokiem, a Rosjan aż o 45 proc. więcej. Na przełomie grudnia i stycznia Rosjanie stanowili aż 70 procent wypoczywających. Wszystkie hotele są pełne gości. W styczniu br. ze śnieżnej „Snow Arena“ korzysta codziennie co najmniej 1500 osób. W weekendy turystów jest jeszcze więcej. |