|
Strona 1 z 3 Publikujemy kolejny fragment książki Stefana Maciejewskiego „ROMANS Z SUWALSZCZYZNĄ. Autor jest dziennikarzem, pisarzem, podróżnikiem, autorem wielu przewodników również po Suwalszczyźnie.
Książka ukazała się dzięki sfinansowaniu w ramach projektu stypendialnego Prezydenta Miasta Suwałk i jest do nabycia m.in. w suwalskich w księgarniach.
Pierwszy cyklista przemierza gubernię
Skoro o pionierach mowa, to zastanawiam się, kogo by uznać za pierwszego miłośnika turystyki rowerowej? W ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku powstawały pionierskie zrzeszenia sportowe. Do ich organizacji znacznie przyczyniły się ogniska gimnastyczne powstałego w 1867 roku we Lwowie „Sokoła”. W 1882 roku utworzone zostało, bardzo czynnie działające, Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie, następnie w 1886 Warszawskie Towarzystwo Cyklistów (należał do niego H. Sienkiewicz, a B. Prus był nawet prezesem) i w 1893 Warszawskie Towarzystwo Łyżwiarskie. Bez wątpienia, wśród cyklistów hołdujących krótkim wycieczkom spacerowym znaleźli się i tacy, których gnało w bardziej odległe przestrzenie, często z chęcią ich poznania i opisania. Byli to więc pierwsi turyści-kolarze i popularyzatorzy kolarstwa krajoznawczego. Kto był tym pierwszym, trudno powiedzieć, ale niewątpliwie do grona pionierów należał autor reportażu drukowanego w kilku odcinkach w „Kurierze Warszawskim” (1896) pt. „Wycieczka kolarza na Mazury Pruskie”. Tekst ten w dwa lata później ukazał się w formie książeczki. Autor podpisał się w obu przypadkach pseudonimem Dzierżek. Był nim Stanisław Dzierżawski. Odbył on wycieczkę rowerową po Mazurach w 1896 roku w towarzystwie anonimowego kolegi. A kto pierwszy z cyklistów przemierzył Suwalszczyznę? Najprawdopodobniej był nim późniejszy działacz PTK Wacław Świątkowski. On to latem 1903 roku, nadawszy na bagaż rower, dojechał koleją do Grodna, skąd rozpoczął 24-dniowy objazd kolarski po dawnej Suwalszczyźnie, przemierzając szlak: Grodno–Druskienniki–Berżniki–Sejny–Wigry–Suwałki–Dowspuda i dalej traktem kowieńskim przez Szypliszki do Kalwarii, skąd przez Wyłkowyszki dojechał do Kowna, Pren i Olity, aby w drodze powrotnej przez Łozdzieje i Studzieniczną zakończyć marsztrutę 11 sierpnia w Augustowie, skąd pociągiem wrócił do Warszawy. Wielka szkoda, że relacji ze swej włóczęgi nie opublikował rychło po jej odbyciu. Wyprzedziłby wówczas artykuły o Suwalszczyźnie Kazimierza Kulwiecia, Hoffmana i reportaż Dzikowskiego „Ze smutnej ziemi”. Tymczasem rzecz w formie książeczki – prawdziwie zgrabnie, z literackim polotem napisanej, obfitej w ciekawe i rzetelne informacje – ukazała się nakładem autora zatytułowana Suwalszczyzna i okolice nadniemeńskie. Pierwsza wycieczka po kraju dopiero w 1926 roku. Wartość publikacji podniosło 36 pomieszczonych fotografii, z czego sześć własnych autora, a pozostałe ze zbiorów PTK (14 z nich było wykonanych przez K. Kulwiecia). Na książeczkę Świątkowskiego nie łatwo dziś natrafić w bibliotekach, więc chyba ma sens przytoczenie tu bodaj kilku urywków, pozwalających zorientować się co do jej treści i gawędziarskiej narracji. We wstępie autor podniosłym tonem apeluje: „Idź młodzieńcze, i ty, miłośniku przeszłości naszej, i ty, wielbicielu przyrody i ty, turysto przygodny, chwilowy, od wsi do miasta, od morza do gór poprzez obszary pól, łąk i lasów, idź i napawaj się ich widokiem, oddychaj ich wonią, skąp się w promieniach słońca, powietrza, rosy i jako syn wierny tej Ziemi poprzysiąż Jej miłość dozgonną”. A oto fragmenty relacji... „Zbliżam się do Sejn. Wysokie wieże katedry widzę z daleka. Jak na stolicę diecezji, miasto przedstawia się bardzo nędznie: małe domy, przeważnie drewniane, jedyny kościół podominikański, dzisiejsza katedra, w stylu barokowym jest całą jego ozdobą. W wielkim ołtarzu kościoła cudowna statua Matki Boskiej ściągała licznych pątników z dalekiej okolicy za dawnych czasów. W dni odpustów dominikanie występowali z całym przepychem: orkiestrą, śpiewami, kazaniami, procesjami, iluminacją i ogniami sztucznymi. Można sobie wyobrazić, jaką frekwencją musiały się cieszyć odpusty, kiedy z drobnych ofiar zebrano do dwóch korcy srebra i miedzi, nie licząc olbrzymich datków w naturze, a do obiadu zasiadało kilkaset osób. [...] Utworzenie biskupstwa z seminarium duchownym w Sejnach niewiele wpłynęło na rozwój miasta: pozostało małe, ubogie, pozbawione najprymitywniejszych udogodnień, gdyż nie tylko brak tu porządniejszych sklepów, restauracji lub cukierni, ale nawet nie ma fryzjera, a czynność tę spełnia stolarz w swym brudnym warsztacie z trumnami. [...] Na zachód od Sejn szosa znów biegnie wśród jezior, woda się lśni i błyska pod wpływem jaskrawych promieni słońca, ożywczy wiaterek donosi plusk fal o rdzawe piaski nadbrzeżne. Nareszce wynurza się olbrzymia tafla wodna, widzę strzelające w niebo z wysokiego pagórka wysmukłe dwie wieże: to Wigry, największe jezioro w granicach Suwalszczyzny i słynny klasztor kamedułów. [...]
|