10.02.2014

Nie cierpię Walentynek

W Polsce, jako święto, Walentynki pojawiły się bardzo niedawno. Przywędrowały do nas z Ameryki. U nas nie obchodzono żadnego święta zakochanych, tylko dziewczyny i chłopcy modlili się do św. Walentego o szczęście w miłości i znalezienie dla siebie odpowiedniej „drugiej połówki”.

Dzisiaj jest to wielki dzień dla każdej zakochanej pary. Organizują romantyczne wieczory, kolacje przy świecach, obdarowują się drobnymi upominkami. Nieodzownym elementem tego święta są wizerunki amorka z łukiem i strzałą („lata to to z gołym tyłkiem, strzela z łuku do ludzi i mówi, że to z miłości…”), serduszka, kwiaty: najczęściej czerwone róże oraz różne wizerunki szczęśliwych zwierzaczków.

 Może dla nich jest to fascynujące, ale przesłodzenie tej sytuacji wywołuje u innych odruch wymiotny. Osoby, które nie są fanami Walentynek, cały ten dzień przyprawia o mdłości. Wszystkie miejsca publiczne ustrojone w czerwone dekoracje, w kinie zamiast jakiegoś dobrego filmu – romansidła, wszystkie kawiarnie, bary, pizzerie zapełnione są po brzegi zakochanymi parami, które jak „gołąbki gruchają przy stolikach i piją słodycz ze swoich dzióbków”. Ufff! Chwała Bogu, że to tylko jeden dzień.

                                                                                                                   Eliza Kowalczyk

udostępnij na fabebook
Skomentuj:
nick*
komentarz*