17.06.2026

Suwalczanka Zuzanna Andruczyk ukończyła najtrudniejszy ultramaraton kolarski [zdjęcia]

We wtorek, 16 czerwca dobiegła końca czwarta edycja Ultralajkonika, uznawanego za jeden z najtrudniejszych ultramaratonów w Polsce, który stanowi wyjątkowe wyzwanie nawet dla najbardziej doświadczonych kolarzy.

Trasy prowadzą uczestników przez malownicze Pogórza Małopolski i Podkarpacia, do wyboru są dystanse od 250 do 1000 km szosowe lub gravelowe.

- Pierwszy raz startowałam w tak wymagającym wyścigu, w którym o sukcesie decydują nie tyle przygotowanie fizyczne i umiejętności kolarskie, lecz wytrzymałość psychiczna, zwycięstwo nad samym sobą – opowiada suwalczanka Zuzanna Andruczyk, która na co dzień prowadzi start-up technologiczny w Warszawie. - Wybrałam dystans 300 km szosą z przewyższeniami 5 500 m i limitem czasu 40 godzin. Niewiele brakowało, bym nie dotarła do mety.

Ponad połowę trasy stanowiły podjazdy, w sumie było ich 58. Ostatni, morderczy, ciągnął się przez 5 kilometrów.

Prawie dwie doby samotnej jazdy, podjazd trawersami – i trudny technicznie zjazd po zazwyczaj śliskiej nawierzchni, bo weekend był deszczowy, a na wąskich drogach przy prędkości 60 km/h trzeba było też uważać na samochody.

- Było kilka godzin na drzemkę, ale wszystkiego spałam może 2 godziny. Ultra polega na tym, że czasami śpi się na kamieniu, pod plandeką. Po prostu musisz dojechać na czas, a im trudniej,  tym lepiej. Zasnąć nie pozwalały jednak bolące mięśnie i żołądek, zdezolowany przez żele energetyczne, cukier, batony.

- Przeżyłam burzę, co chwila padały deszcze. Kilka razy zmokłam, wyschłam i tak w kółko. Nie obyło się bez przygód. Goniły mnie bezpańskie psy. Nieoceniony okazał się profesjonalny szosowy rower, którym jechałam dzięki wsparciu All The Way Żoliborz, serwisu rowerowego. Cacko z pełnym wyposażeniem kosztuje pewnie 25-30 tys. zł.   

Pomogło doświadczenie sportowe. W dzieciństwie Zuzanna uprawiała pływanie w MUKS Olimpijczyk, a w czasach licealnych – kolarstwo górskie w MTB Suwałki. Doszła fascynacja górami – wspinaczki alpinistyczne. Suwalczanka postanowiła zdobyć Koronę Ziemi – wejść na najwyższe szczyty na poszczególnych kontynentach. Uczestniczyła w wyprawach na Mont Blanc (Europa), Elbrus (Kaukaz), Kilimandżaro (Afryka) i Aconcaguę (Ameryka Południowa). Wzmocniła się zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

- Niezwykle przydatne okazały się też doświadczenia wyniesione z harcerstwa, kiedy chodziliśmy nocami po lasach – opowiada  ultramaratonka. – Podczas wyścigu, w deszczową noc w rowerze wysiadło oświetlenie. Nie straciłam orientacji w terenie.

- Najgorsze było to, że po pierwszym dniu, praktycznie bez odpoczynku trzeba było jechać dalej. Na 250. kilometrze „odcięło mi prąd”, nie byłam w stanie jechać dalej. Chciałam zrezygnować, ale jeden z uczestników, który miał już za sobą utramaraton, podpowiedział, żebym po prostu odpoczęła. Poszłam do pobliskiego domostwa i na szczęście właścicielka, starsza pani wpuściła mnie do środka, udostępniła na 40 minut łóżko, zaparzyła kawy. To mnie uratowało.

Zuzanna ruszyła na ostatni prawie 50-kilometrowy odcinek. Przez godzinę było słonecznie, a potem przed godz. 9:00 wieczorem znów zaczął padać deszcz. Otuchy dodał przejeżdżający patrol policji. Funkcjonariusze pożartowali, że nie wlepią mandatu za przekroczenie prędkości, życzyli osiągnięcia celu.   

- Najtrudniejsze było, kiedy wysiadło oświetlenie roweru. Padły lampki, a trzeba było nocą jechać do mety 15 kilometrów w dół.

Suwalczanka w niezbyt dobrym czasie, bo w 38 godzin z kawałkiem na 40 możliwych, ale osiągnęła finisz. Zaliczyła swój pierwszy ultramaraton, w dodatku chyba ten najtrudniejszy.

- Tutaj jesteś skazany na siebie, nikt ci nie pomaga, nie ma pit-stopów z wodą czy jedzeniem, nikt nie wskazuje trasy. Jedyne co możesz, to do kogoś zadzwonić, wysłać sms-a. To jest historia o tym, żeby się nie poddać, żeby na spokojnie, ale ciągle do przodu. To, że jesteś skazany tylko na siebie, pomogło mi dotrzeć do mety w Gródku nad Dunajcem. Kiedy „padnięta” byłam u tej staruszki i tak by nikt po mnie nie przyjechał, taki jest regulamin tych zawodów. Nawet gdybym chciała skrócić trasę czy zrezygnować, tak czy siak musiałam dotrzeć na metę, bo tam były wszystkie moje rzeczy.

Ultra Lajkonik i kilka kolejnych wyścigów, które są w planach, mają być treningiem przygotowawczym do powrotu do wspinaczek – do wyprawy w Himalaje.

Wojciech Drażba

Fot. Archiwum prywatne

udostępnij na fabebook
Skomentuj:
nick*
komentarz*
 
 
Sponsor pogody
Pogoda
Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać od nas informacje o nowych wiadomościach w serwisie podaj nam swój e-mail.

Kursy walut
08.04.2026 Kupno Sprzedaż
EUR 0.00% 4.2226 4.3080
USD 0.00% 3.6134 3.6864
GBP 0.00% 4.8314 4.9290
CHF 0.00% 4.5222 4.6136
Dodaj nowe ogoszenie