21.01.2014

Rolnicy znów protestują

W cieniu wielkiej międzynarodowej polityki pozostają, niestety, prawie zapomniane przez polityków i media protesty polskich rolników. A trwają w zasadzie od 2 grudnia 2012 roku. Rolnicy co i raz manifestują, blokują nawet drogi, podpisują porozumienia z resortem rolnictwa i ... znów wychodzą na ulice i dogi, bo - zdaniem rolników – ustalenia nie są realizowane.

Głownie chodzi o eliminację tzw. „słupów” przy sprzedaży państwowej ziemi uprawnej. Od 14 stycznia br., we wsi Pławinek, niedaleko Inowrocławia, w pomorskim, trwa kolejny protest rolników. Przy drodze prowadzącej do Włocławka stanęły oflagowane ciągniki i przyczepa kempingowa, w której śpią. Tym razem chłopi nie zablokowali drogi, bo polska sprawiedliwość ostro wzięła się za tych, co wcześniej protestowali.

Sąd nad chłopami

Dwunastu rolników, spośród setek protestujących w sierpniu ubiegłego roku w Grudziądzu stanęło 17 stycznia br. przed sądem z powodu zakłócania porządku w mieście. Rolnicy blokowali wtedy przejścia dla pieszych, domagając się m. in. wyższych cen skupu zbóż.

W dniu 1 sierpnia 2013 w Grudziądzu na ulicy Gdyńskiej nie stosowali się do sygnalizatora świetlnego, przekraczali jezdnię w czasie, gdy sygnalizator nadawał sygnał czerwony dla ruchu pieszego (...) - tak oskarżenia argumentowała policja.

Na początku sierpnia ubiegłego roku rolnicy blokowali miasto, paraliżując ruch na drogach krajowych i autostradzie A1. Głównym powodem manifestacji były niskie ceny skupu zbóż. Tona pszenicy w okresie żniw kosztowała nawet niecałe 600 zł. Nie lepiej było też z rzepakiem. Przeciętna cena skupu rzepaku w III kwartale była o 30 % niższa niż w tym samym okresie przed rokiem.

Rolnicy poinformowali o proteście władze powiatu. Pismo do Urzędu Miasta w Grudziądzu wpłynęło prawdopodobnie z opóźnieniem. Rolnicy twierdzą jednak, że nikt nie poinformował ich o tym, że protest jest nielegalny.

Aż strach pomyśleć, co by było się działo, gdyby chłopom wpadł do głowy pomysł, aby urządzić jakiś Majdan na rynku w Grudziądzu lub zająć jakiś urząd gminy, i nie wyjść z niego przez dwa miesiące. I aż dziw, że -  jak na razie - choć do Grudziądza, czy Inowrocławia bliżej, jak do Kijowa, nie przybył do chłopów żaden polski polityk, by ich wesprzeć.

We wtorek, 21 stycznia, akurat przypada 140 rocznica urodzin Wincentego Witosa, działacza ludowego, kilkakrotnego premiera Polski w okresie międzywojennym. Był on wielkim zwolennikiem posiadania przez chłopów ziemi. W poniedziałek 20 stycznia przybili do protestujących przynajmniej przedstawiciele Instytutu Grabskiego, którzy wręczyli protestującym portret najwybitniejszego działacza chłopskiego.

Ceny z kosmosu

Zaniepokojenie rolników sprzedażą państwowych gruntów rolnych jest zrozumiałe, szczególnie, że od 2016 roku nie będzie już w zasadzie żadnych ograniczeń dla ich wykupu przez obcokrajowców. Obecnie na przetargach rekordowa cena, jaka padła na terenach protestu wyniosła 124 tys. zł za hektar! Kogo stać na takie bajońskie kwoty?
Rolnicy uważają, że chodzi o przejmowanie ziemi przez zagraniczne koncerny za pomocą podstawionych osób tzw. „słupów”. W ten sposób ziemia przeznaczona na powiększenie gospodarstw rodzinnych do nich nie trafia.

Zmienić prawo

Żądają takiego zmodyfikowania przepisów regulujących obrót ziemią w Polsce, by w lepszy sposób zabezpieczono interesy polskich rolników Kupujący powinien, np. mieć zakaz sprzedaży ziemi przez 15 lat, pod rygorem zapłacenia kary i obowiązek prowadzenia przez ten czas gospodarstwa rolnego.

Problem obecnie w tym, że w przetargach ograniczonych mogą startować rolnicy, którzy mają zaświadczenie z danej gminy o tym, że prowadzą tam działalność rolniczą, a Agencja Nieruchomości Rolnych nie ma tu wyboru i musi dopuścić taką osobę do przetargu. Tymi „słupami” są zatem częstokroć sąsiedzi. Kupują ziemię za pieniądze uzyskane dzięki umowie pożyczki, jaką zawarli z jakimś zagranicznym podmiotem gospodarczym. W późniejszym etapie ów „słup”, po prostu nie spłaca pożyczki i podmiot zagraniczny zaspokaja swoją wierzytelność poprzez przejęcie zakupionej nieruchomości.

„Nie tylko na Pomorzu Zachodnim dzieją się takie rzeczy. Wszędzie jest wyprzedawana Polska ziemia w obce ręce, zarówno w niemieckie, duńskie, holenderskie jak i szkocki- mówił podczas protestu w Szczecinie Zbigniew Grajoszek, przewodniczący Komitetu Protestujących Rolników Pomorskich przy NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych.

Edward Kosmal, szef rolniczej "S" w regionie pomorskim mówił na spotkaniach z ministrem rolnictwa, że w obcych rękach może być ponad 100 tys. ha ziemi w zachodniopomorskim. Rolnicy twierdzą, że według KRS (sprawdzali udziałowców spółek i zmiany akcjonariatu) spółki mają 117 tys. ha. Dwa razy tyle dzierżawią. To głównie Niemcy, Duńczycy, Holendrzy. Skąd takie dane? M.in. z analizy KRS (rejestr spółek). Organizacje rolnicze sprawdzają, z jakimi spółkami powiązani są zwycięzcy przetargów, którzy licytują nawet 50-60 tys. zł za hektar (przy normalnych cenach 20-30 tys. zł). Później monitorują, co dzieje się z tymi gruntami. Oficjalnie sprzedać ich nie można, więc są wnoszone aportem do spółek. Niektóre osoby stające do przetargów mają udziały w kilku lub nawet kilkunastu spółkach.

Czy cokolwiek zmieni obecny, niezauważany przez polityków i media, protest? Wątpliwe. Można mieć różne zdanie o tragicznie zmarłym Andrzeju Lepperze, ale po jego śmierci nie ma na wsi lidera, który nie tylko potrafiłby zorganizować protest, ale zainteresować nim świat polityki.

Na Litwie będzie referendum?

Tymczasem podobny bój toczy się i na Litwie. Tam jednak rolnicy zorganizowali się, zebrali ponad 300 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie ograniczenia sprzedaży ziemi uprawnej cudzoziemcom (ustawowy wymóg to 300 tys.). Jak na niespełna 3- milionowy kraj, to naprawdę dużo podpisów, szczególnie, że gospodarstw rolnych jest na Litwie ok. 200 tysięcy. Niewykluczone wiec, że referendum odbędzie się.

Od 2014 r. na Litwie przestanie obowiązywać zakaz sprzedaży ziemi rolnej obcokrajowcom, wtedy też prognozowany jest wzrost cen i popytu na litewskie grunta, które obecnie należą do najtańszych w Europie. Inicjatorzy referendum chcą wprowadzenia do Konstytucji zapisu, że prawo własnościowe do ziemi, wód śródlądowych, lasów, parków mogą posiadać wyłącznie państwo lub obywatele Republiki Litewskiej oraz, że "kwestie wydobycia i użytkowania zasobów naturalnych o państwowym i społecznym znaczeniu mogą być ustalane wyłącznie poprzez referendum".

Według danych Ministerstwa Rolnictwa, dziś około 20 proc. litewskiej ziemi znajduje się właśnie we własności firm i spółek. Są to jednak tylko oficjalne dane, bo nieoficjalnie mówi się również o prywatnych pośrednikach, którzy dziś skupują tanio ziemię dla obcokrajowców. Tanio, bo jak tłumaczą nam w Zrzeszeniu Właścicieli Ziemskich, właśnie ograniczenie rynku powoduje, że ceny na ziemię są dziś zaniżone, co sprzyja różnej maści spekulantom, którzy dziś skupują ziemię. Oni też są przeciwni sprzedaży ziemi obcokrajowcom, ponieważ wejście na rynek ziemski zagranicznego kapitału wywinduje cenę nieruchomości. Inicjatorzy przeprowadzenia referendum straszą też wariantem łotewskim, gdzie - jak twierdzą - po zniesieniu ograniczeń dla obcokrajowców - aż 70 proc. ziemi znalazła się w rękach cudzoziemców.

Jan Wyganowski

Na fot. Protest rolników we wsi Pławinek. Fot organizatorów


udostępnij na fabebook
Skomentuj:
nick*
komentarz*
 
 
Sponsor pogody
Pogoda
Newsletter

Jeżeli chcesz otrzymywać od nas informacje o nowych wiadomościach w serwisie podaj nam swój e-mail.

Kursy walut
07.23.2024 Kupno Sprzedaż
EUR 0.00% 4.4889 4.5795
USD 0.00% 4.1175 4.2007
GBP 0.00% 5.1508 5.2548
CHF 0.00% 4.5999 4.6929
Dodaj nowe ogoszenie