- Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że najważniejszą kwestią jest baczna obserwacja dziecka i uświadamianie go, że w każdej sytuacji może się do rodzica zgłosić po wsparcie i pomoc. Niestety, teoria nie zawsze idzie w parze z praktyką. Życie w ciągłym pędzie, natłok obowiązków, stres i wiele innych czynników sprawia, że trudno jest znaleźć codziennie czas na szczerą rozmowę z dzieckiem. W konsekwencji tego relacje na linii dziecko-rodzic ulegają poluźnieniu, próbuje więc ono poradzić sobie ze swoimi emocjami w inny sposób, na przykład uciekając się do autoagresji - mówi Anna Pasławska-Turczyn, psycholog z Poradni Zdrowia Psychicznego HARMONIA, Grupa LUX MED.
- Jeśli rodzic zauważa, że dziecko nagle wycofuje się z życia rodzinnego, zamyka w pokoju częściej niż zwykle, zaczyna miewać problemy z nauką, unika kontaktu z domownikami, ale także z rówieśnikami – mogą być to sygnały, że dzieje się z nim coś niedobrego. O samookaleczaniu się dziecka najszybciej „opowie” nam jego strój. Grube bluzy, długie rękawy bluzek i spodni – zwłaszcza podczas upalnych dni – powinny wzbudzić podejrzenie, że mogą być próbą ukrycia śladów autoagresji. Dodatkowo, osoby okaleczające się wybierają miejsca na ciele, które można łatwo zakryć. Są to nadgarstki, które w prosty sposób można zasłonić bandamką, bransoletą lub frotką, kostki u nóg, które przysłonią skarpetki, czy też biodra lub pośladki, które zakrywa bielizna. Wychwycenie takich niepokojących sygnałów jest często trudne, dlatego trzeba być uważnym i na każdym kroku dawać dziecku do zrozumienia, że jesteśmy dla niego zawsze i wszędzie, bez względu na to, z jaką skalą problemu się ono aktualnie zmaga – dodaje mówi Anna Pasławska-Turczyn.