Mógłby ktoś zapytać – po co Polska angażuje się dzisiaj w stosunki z Gruzją, po co wspiera jej aspiracje. Po pierwsze, Gruzja leży na tyle daleko od Polski, że jakiekolwiek bezpośrednie relacje mogą być utrudnione, po drugie narażamy się mimo wszystko potężnej Rosji. Z Gruzji nie importujemy również w zasadzie żadnych ważnych surowców. Po co więc nam Gruzja?
Do niedawna najciekawszym muzeum, jakie miałam okazję oglądać, było Muzeum Żydowskie w Berlinie, zaprojektowane przez Daniela Libeskinda, urodzonego w Polsce Żyda, dziś znanego architekta. Wnętrze Muzeum jest bardzo mroczne, zbudowane z wąskich korytarzy przypominających labirynt. Największe jednak wrażenie robi niewielkie, ciemne, bardzo wysokie pomieszczenie, z małym okienkiem w suficie, będące aranżacją komory gazowej, po wejściu do którego słychać każdy szept, a nawet ludzkie oddechy. Muzeum Żydowskie uważałam za jedno z najbardziej imponujących do momentu, kiedy po raz pierwszy weszłam do Muzeum Powstania Warszawskiego.
1 marca 1872 roku powstał pierwszy na świecie park narodowy, czyli obszar chroniony ze względu na swoje walory krajobrazowe i przyrodnicze. Obecnie jest to jedno z najbardziej znanych miejsc na świecie: Park Narodowy Yellowstone w Stanach Zjednoczonych, a ustawę o ochronie obszaru o powierzchni 8980 km2 podpisał ówczesny prezydent USA – generał Ulysses Simson Grant.
Niejednokrotnie w polskich mediach można usłyszeć opinie publicystów i tzw. ekspertów, twierdzących iż polska polityka sięgnęła bruku. Niektórzy oburzają się, że to, co dzieje się w naszym kraju nie ma precedensu i urąga „cywilizowanym” państwom Świata. Prezydent i premier walczą o samolot, politycy kupczą stanowiskami, pijani posłowie przychodzą do Sejmu, politycy oferują stanowiska za usługi seksualne, radni oskarżeni o poważne korupcyjne przestępstwa nadal sprawują urzędy, o Palikocie już nie wspominając.
Romuald Piotr Kozioł urodził się w początkach XX wieku w kurpiowskiej wsi Kozioł, blisko granicy z Prusami Wschodnimi. U stóp rodzinnego domu wiła się rzeka Pisa, wypływająca z jeziora Roś na Mazurach. Wychowywany w kurpiowskich tradycjach, łączył je z poczuciem bliskości sąsiadów „zza miedzy”. Uważał, że Kurpiów i Mazurów dzieliła granica i inna wiara, ale łączyła podobna mowa, wspólne pochodzenie i przede wszystkim bieżące kontakty. Często zawierano mieszane małżeństwa. Kurpie chodzili do Prus „na saksy”. W obydwie strony przez granice przesączał się przemyt. Niekiedy obok zapałek, soli, czy gęsi, na drugą stronę przerzucano polskojęzyczne książki dla Mazurów. Ten specyficzny szmugiel odbywał się przy okazji pielgrzymek do katolickich sanktuariów w Gietrzwałdzie i Świętej Lipce. Od dziecka Romuald Kozioł był świadom tych wzajemnych relacji, co miało wpływ na wybór jego późniejszej drogi życiowej.